Fernando Savater,
Mój słownik filozoficzny

39,00 

ISBN 83-912572-6-6
przekład: Maria Boryska, Katarzyna Kacprzak, Wojciech Krawczyk
s. 412, oprawa twarda, szyta

Opis

Światowej sławy filozof — jak mówią, hiszpański Kołakowski — zajmujący się przede wszystkim etyką. Porównanie nie jest przypadkowe. Zapytany o przekonania polityczne, Kołakowski odparł żartobliwie, że jest liberalnym socjalistą. Podobnie mógłby rzec Savater. Jest autorem ponad czterdziestu książek, tłumaczonych na wiele języków. Etykę dla syna przełożono na osiemnaście. Każda nowa książka Savatera to wielkie wydarzenie w całym hiszpańskojęzycznym świecie. Savater bardzo wiele publikuje w prasie, dzięki czemu ma doskonały, jasny styl i przystępnie przedstawia swoje myśli.

Nużą go rozważania metafizyczne i zgłębianie celu istnienia świata. Żyje na ziemi i pragnie żyć aktywnie. Mieszkając w San Sebastián w kraju Basków, zdecydowanie występował przeciw ETA, przez co wydano na niego wyrok śmierci. Słownik filozoficzny, kilkakrotnie wznawiany od czasu pierwszego wydania w 1995 r., to — jak twierdzi sam Savater — podsumowanie wszystkich napisanych przez niego książek. Nie jest to jednak typowe kompendium, lecz zbiór esejów poświęconych przeróżnym zagadnieniom, od religii po filmy i kontrowersyjne pojęcie choroby, dla wielu — jego zdaniem — wygodne. Jak sam uprzedza, nie jest to słownik do sprawdzania czegokolwiek, lecz do czytania. Wzorem dla Savatera był słownik ułożony przez Voltaire’a — osobisty, pełen pasji, z założenia nieobiektywny.

Czy uznanie czegoś za „niezdrowe” lub „chorobotwórcze” jest dostatecznym powodem, by tego zabronić? Wydaje się, że w naszej epoce to wystarczy, choć nie zawsze. WHO występuje przeciw winu, gdyż czasami picie wina prowadzi do wypadków drogowych, nie zaleca jednak wprowadzenia zakazu korzystania z samochodów, choć w wypadkach uczestniczą one zawsze. Uznanie czegoś za niezdrowe w dużej mierze zależy od opłacalności produkcji i sprzedaży, a także od tego, czy dana rzecz przydaje się do okiełznania społeczeństwa.

Artur Domosławski:
Lektura osobistego słownika tego nieuleczalnego „wywrotowca” z Hiszpanii to wielka frajda — wszystko jedno, na której stronie człowiek otworzy tę książkę (zob. recenzję w „Gazecie Wyborczej”).

Choroby (fragment):

Czy nie ma jednak substancji bezsprzecznie szkodliwych? Jakiś czas temu wspominano w Hiszpanii o możliwości debaty na temat legalizacji marihuany. Ktoś z całą powagą stwierdził wówczas, że nie przeszłaby ona obowiązujących kontroli sanitarnych. To oczywiste. Tym bardziej jednak nie przeszłyby ich smażone jaja z kiełbasą lub fabada, gdyby były zabronione, a ktoś zacząłby mówić o legalizacji. Czy można sobie wyobrazić sporządzony przez autorytety medyczne opis skutków „fabadoholizmu”? Powie ktoś, że przesadzam, wiedząc przecież, że przeżyliśmy wiele lat ze skwarkami i fabadą bez większego uszczerbku, a nawet z dużą radością. Czyżbyśmy krócej żyli z winem, marihuaną, opiatami i whisky? Mimo to wystarczy się przyjrzeć, co nam wciskają…

Kolejne pytanie jest jeszcze bardziej podstawowe. Kto decyduje, czy jesteśmy zdrowi — my sami, czy ktoś za nas? Szukając przykładu w zoologii, weźmy jedno ze zwierząt najbardziej do nas podobnych, jeśli nie pod względem fizycznym, to przynajmniej moralnym — ośmiornicę. Samica tego głowonoga ma pewien gruczoł w pobliżu nerwu wzrokowego, działający jak mechanizm samozniszczenia. Sprawia on, że po złożeniu jaj traci apetyt, rezygnuje z przyjemności polowania i poświęca się potomstwu. Gdy małe budzą się do życia, wyczerpana samica umiera. Taki to smutny widok: ośmiornica z siedmioma bezwładnymi nogami wolno dogorywa w domu… Gdy jednak usunie się jej ten gruczoł chirurgicznie, odzyska apetyt i znów zacznie się uganiać za samcami, nie przejmując się uciążliwymi maluchami. Niekiedy żyje dziesięciokrotnie dłużej niż ośmiornica nie poddana zabiegowi. Nagroda za grzech, powiedziałby markiz de Sade. Pytanie: czy señora ośmiornica jest chora po operacji, czy przed nią, gdy jest tak łagodna i zrezygnowana? Niekiedy nawet u nas, choć głowonogami nie jesteśmy, widać pewne pozostałości tej skażonej ośmiorniczej natury… Cechą ludzkiego gatunku jest wysoki poziom zindywidualizowania osiągnięty przez jego przedstawicieli. Każdy musi więc mieć prawo do własnego zdania w kwestiach dotyczących jego zdrowia, czyli własnego życia przeżywanego od wewnątrz, gdyż wie, że ani społeczeństwo, ani gatunek nie odegrają w jego wnętrzu głównej roli, gdy będzie umierał.